|
Grechutowe wspominki Bożeny Szurek cz.3Zatłoczonym pociągiem dotarłam do Warszawy na dwie godziny przed koncertem. W hotelu Forum recepcjonistka skierowała mnie do pokoju uprzedzając, że - ta druga pani, przyjechała przed południem - z Panem Grechutą.
Po chwili czekałam już w gronie ekipy na wyjście z hotelu. Rozglądałam się po pięknym holu gdy za plecami usłyszałam: GWIAZDA znowu się spóźnia...
W tym momencie u szczytu schodów pojawił się Marek. Faktycznie spóźniony, w pośpiechu, energicznym krokiem podszedł do mnie.
- To Bożenka - rzuciła nerwowo Joasia - moja koleżanka.
Przemknęło mi przez głowę, że dowiedział się o "moim angażu" niedawno. Niemalże w biegu przywitał się ze mną i zatroskany zapytał - Pani to zagra? Pani sobie poradzi tak od razu, na koncercie? - Niezłe powitanie pomyślałam...
Wiolonczelistka w ANAWA miała niełatwe zadanie wykonania wielu solówek. Siedziała przy tym sama, z przodu, pod stałą presją publiczności często świetnie znającą jej partię. Miałam świadomość Marka obaw. Uścisnęłam wyciągniętą do mnie dłoń i powiedziałam krótko - to moja praca, jestem muzykiem. Jednak ja też trochę się bałam.
W foyer próbowałam się jeszcze upewnić ile ma być powtórek i zwrotek, ale moi koledzy wzruszali bezradnie ramionami... znali to na pamięć. Uratował mnie pianista. - Wojtek - przedstawił się podając mi rękę. - Nie martw się i patrz na mnie. Kiwnę ci głową przed każdym zakończeniem, a jak się zapędzisz to... zagramy sobie duecik. Poczułam się raźniej.
Wreszcie wchodzimy na estradę oświetloną gorącym, oślepiającym światłem reflektorów, pełną mikrofonów i kabli. Jakiś kamerzysta syczy z boku sceny: no niechże pani już siada, tu się pracuje... Wojtek " nabija moją solówkę", jednak kiepsko mnie słychać bo po pierwszych dźwiękach wiolonczeli zrywa się burza oklasków i trwa do chwili gdy Marek ciepłym, pięknym głosem zaczyna śpiewać... "Gdy cię nie widzę..."
W połowie koncertu uspokojona, zaczynam się rozglądać i chłonę otaczającą mnie atmosferę.
Obserwując kątem oka Marka i przyglądając się publiczności myślę - Boże, to się naprawdę dzieje. Nie słucham płyty i nie śnię. Tyle dziewczyn o tym marzy, a ja tu na prawdę jestem .
Po koncercie, wyraźnie zadowolony Marek stara się zatrzeć złe wrażenie. Cieszę się, że pani jest z nami i zapraszam na koniak. Z głębi garderoby dobiega pomruk: my też lubimy alkohol. - Wiem, wiem - rzuca przez ramię przepuszczając mnie przodem.
W kawiarni przy małym stoliku patrzy rozbawiony na moją drobną postać: ile Pani ma lat? Mam dziewiętnaście, ale prostuję się na krześle i wyciągając szyję jak najwyżej potrafię, kłamię jak z nut - dwadzieścia. Chyba nie uwierzył. Wstaje jednak z kieliszkiem w dłoni i wyciągając w moim kierunku drugą rękę mówi - Marek.
W pokoju hotelowym zasypiam prawie natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki, ścigana pytaniami Aśki - no i co , i jak ci się podobał? Z zamkniętymi oczyma, śmiertelnie znużona mamroczę - Grechuta? Bardzo, bardzo...ładnie... Ty to jesteś rozmowna - dobiega mnie z oddali jej zawiedziony, pełen wyrzutu głos gdy... zapadam w głęboki sen.
Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy... to prawda, dni w ANAWA będą niezwykłe
cdnautor / źródło: Bożena Gałczyńska - Szurek dodano: 2007-09-09 przeczytano: 12678 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|