|
Wakacje w Chorwacji - 2001 rok cz. 2Trasa
Nie wiem dlaczego, ale w tym roku wybraliśmy te samą trasę co w roku poprzednim. Może dlatego, że trasa już przez nas znana, nie wiem. Wyjazd z Zamościa ok. 12, dalej Rzeszów i Barwinek. W Barwinku tradycyjnie ok. 2 godzin trzeba było poczekać w kolejce na granic no i Słowacja.
Na granicy kupiliśmy winietkę na autostradę i w drogę. Teraz tak myślę, że Słowacja ma najdroższe autostrady w Europie. Na mojej trasie było ich 30 km, a trzeba zapłacić za tę (wątpliwą) zresztą przyjemność 15 zł. Teoretycznie powinno być o połowę taniej, ale nigdzie (w drodze powrotnej zatrzymywaliśmy się dosłownie na każdej stacji benzynowej) nie było tańszych winietek - dla samochodów osobowych. Po prostu chcą zedrzeć z turystów ile mogą. Przez Słowację przejechaliśmy dość szybko i dalej Węgry. Na nocleg zatrzymaliśmy się ok. 50 km przed Budapesztem w zajeździe przy autostradzie. Wytargowaliśmy pokój dla 3 osób za 60 DM (z 90).
Rano w drogę. Autostrada z Budapesztu nad Balaton niestety była w przebudowie, ruch był puszczony jednym pasem, trzeba było jechać wolno. Następnie śmierdzący Balaton i już jesteśmy w Chorwacji. Wjazd na autostradę i pędzimy. Pierwszy postój zrobiliśmy przy Plitwickich Jeziorach. Dalszą trasę opisałem w relacji z naszych wakacji - 2001, tak że nie będę się powtarzał.
Może słów kilka o naszym samochodzie. W zeszłym roku straciliśmy w Chorwacji tłumik, tym razem mieliśmy inną przygodę. Jedziemy sobie w Bośni z górki (12%) i próbuję zahamować, samochód prawie nie reaguje. Zawsze hamowałem silnikiem, a teraz zapragnąłem zahamować hamulcami. Cisnę i cisnę... Nagle smród i kłęby dymu. Zgrzałem hamulce - trochę strachu, ale po kilkunastu minutach odpoczynku samochód pojechał dalej. Dobrze, że nic nam się nie stało (i Xanti też).
Słów kilka o włoskich drogach (o chorwackich pisałem w opisie trasy z roku 2000). Autostrady są rewelacyjne, mknie się po nich, oznakowanie tez jest bardzo dobre. Natomiast oznaczenia w miastach są tragiczne. Na tablicach informacyjnych jest tyle wypisanych pozycji, że trudno jest znaleźć tę właściwą, ponadto Włosi są w gorącej wodzie kąpani, więc jak tylko się zwalnia zaraz trąbią. Okropnością we włoskich miastach są skutery i motory. Wiadomo, że dzięki temu rozładowano trochę ruch w centrach, ale wszędzie widać dziesiątki, czy setki skuterów - plaga. Stoi się na światłach i zaraz ze wszystkich stron skutery, trzeba na nie uważać gdyż wyprzedzają ze wszystkich możliwych stron i w najmniej oczekiwanych momentach.
Jeżeli chodzi o drogi w Bośni to jeździ się po nich podobnie jak po chorwackich, z tym że są trochę w gorszym stanie i nie ma tu autostrad.
W Słowenii natomiast drogi są podobne do naszych, nie mówię oczywiście o autostradach, których jest tam już dość sporo.
Droga powrotna, począwszy od Balatonu wiodła tym samym szlakiem, co droga do Chorwacji. Zrobiliśmy w sumie jakieś 5 000 km, z czego ok. 2 000 po drogach chorwackich.
Co do cen paliw to w Chorwacji i na Słowacji ceny są podobne do naszych, na Węgrzech trochę droższe, w Bośni trochę tańsze. Najtaniej paliwo można było kupić w Słowenii, choć różnica ta nie była większa od 20%. We Włoszech nie tankowaliśmy.
To tyle o naszej trasie do i z Chorwacji,
autor / źródło: Waldemar Brzyski dodano: 2006-09-30 przeczytano: 3028 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|