|
Galina padowano-polaco, czyli peregrynacje polsko - włoskieNiezwykłe spotkanie odbyło się w Muzeum Zamojskim 23 sierpnia, kiedy Franco Holzer Salmazo z Padwy opowiadał o swojej przygodzie z Zamościem, rodem Zamoyskich i architekcie Bernardo Morando. Początki zainteresowania tym tematem mają niecodzienną historię i wiążą się z kurą padewską (galina padowano), która prawdopodobnie przywędrowała do Padwy wraz z polskimi studentami udającymi się na nauki do Italii. Przed kilkunastu laty dziennikarz Franco Holzer włączył się aktywnie w ratowanie tej odmiany kury. Początkowo dla jej piękna, później również dla jej historii. Reprezentując w 1996 roku Szkołę Rolniczą San Benedetto do Norcia w pielgrzymce do Watykanu przekazał papieżowi Janowi Pawłowi II rzeźbę kury padewskiej, jako symbol aktywności szkoły w ratowaniu gatunku. Podczas tych przygotowań profesor zoolog z Padwy, Carlo Lodovico Francanzani wspomniał, że dobrze byłoby w przyszłości pojechać do polskiego papieża i podarować kurczęta do ogrodów w Castelgandolfo, które są rodem z Polski. Tę myśl wkrótce zrealizowano. Pokonując wszystkie trudności związane ze strażą watykańską podarowano kurczęta kury zwanej już padewsko-polskiej Janowi Pawłowi II.
Od tego czasu zastanawiał się, czy rzeczywiście w Polsce,w ojczyźnie, hodowane są te ozdobne kury? Jeżeli tak to koniecznie trzeba wybrać się do Polski i zobaczyć czy rasa kur z dużym czubem istnieje? Po dziesięciu latach od tych wydarzeń wybrał się do Polski i zaczął poszukiwać kur z dużym czubem. W towarzystwie zaprzyjaźnionej rodziny polsko - włoskiej dojechał do Lublina w I poł. października 2006 roku. W Lublinie wybrali się na targ, gdzie można było spotkać wiejskie kobiety i ze zdjęciem w ręku kury padewsko-polskiej pytał czy wiedzą, gdzie takie kury mogą być. One po kolei odpowiadały: Zamość, Zamość, Zamość... Po takich jednoznacznych odpowiedziach pomyślał, że albo nie znają tej rasy, albo mówią jakieś brzydkie słowa. Przyjaciele wyjaśnili, że to miasto, położone 100 km od Lublina i można tam pojechać. Kiedy przyjechał do Zamościa szybko zorientował się, że mury opasujące miasto i bramy przypominają Padwę, a jakie było Jego zdziwienie, kiedy stojąc w Rynku Wielkim zauważył restaurację "Padwę". W biurze turystycznym dowiedział się, że Zamość został założony w 1580 roku z fundacji Jana Zamoyskiego, według projektu Barnardo Morando i nazywany jest "Padwą Północy". W Zamościu nie spotkał nikogo, kto zajmowałby się hodowlą kur ozdobnych, lecz wskazywano sanktuarium w Krasnobrodzie, którego proboszcz ma piękne okazy i być może ma kurę padewsko-polską. Otrzymał numer telefonu do proboszcza, zadzwonił, upewnił się, że rzeczywiście ta rasa była hodowana w Polsce. Po powrocie do Padwy z wielką pasją zajął się poznawaniem historii powstania Zamościa, gromadził materiały dotyczące fundatora i architekta. Zaczął szukać informacji dotyczących rodziny Moranda, pobytu Jana Zamoyskiego w Padwie. W pracy badawczej pomaga historyk Andrea Calore. Franco ma nadzieje na dotarcie do dokumentów, które dotychczas nie były znane.
Bogatszy w doświadczenie i wiedzę do Zamościa przybył ponownie w maju 2007 roku, przywożąc ze sobą zaproszenie dla prezydenta Marcina Zamoyskiego od prezydenta i starostwa Padwy.
Spotkał się z ks. proboszczem z Sanktuarium Krasnobrodzkiego przekazując jaja kur padewsko-polskich i dyrektorem Szkoły Rolniczej w Zamościu.
Początek współpracy został nawiązany. Franco Holzer odpowiedział na moje zaproszenie do wzięcia udziału w VI Zamojskich Spotkań Kultur i przyjechał wraz z synem Andrzejem. W Muzeum Zamojskim prezentował barwnie i dowcipnie tę niezwykła opowieść. Położone zostały akcenty na inne tematy, istotne dla historii miasta. Zadziwiająca okazała się szczupłość wiedzy dotycząca historii i życia Bernarda Moranda i jego rodziny. Franco jest pełen nadziei, że uda mu się znaleźć nieznane dokumenty, a Zamojskie Spotkania Kultur będą początkiem wymiany kulturalnej i współpracy władz Zamościa i Padwy. Zaangażował się we współorganizację Związku Polaków mieszkających w Padwie, chce zainteresować ich Hetmańskim Grodem.
Spotkanie miało niezwykle sympatyczny charakter, również dzięki pomocy koleżanki Tamary z Zamojskiego Ośrodka Informacji Turystycznej, która niemniej interesująco tłumaczyła całą sprawę, a wyjazdowi do Krasnobrodu i do ciemnego lasu na wymarzone grzybobranie pomagała studentka italianistyki, Magda, za co im serdecznie dziękuje.
autor / źródło: Maria Rzeźniak fot. Marcin Tomaszewski dodano: 2008-09-03 przeczytano: 17258 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|