|
"Ostatnia akcja" z Mistrzem Machulskim w ZamościuPremiera filmu "Ostatnia akcja" w reżyserii Michała Rogalskiego, ostatniego filmu w którym zagrał nieżyjący już Mistrz Jan Machulski, odbędzie się z udziałem producenta filmu Juliusza Machulskiego i Haliny Machulskiej, 14 sierpnia 2009 r. o godz. 19.00 w Kinie "Stylowy".
Kino Stylowy w Zamościu, X edycję Letniego Festiwalu Filmowego dedykuje pamięci Jana Machulskiego, wybitnego aktora, który znaczną część swojego artystycznego życia poświęcił organizując Zamojskie Lato Teatralne.
- Premiera ostatniej produkcji z udziałem Jana Machulskiego, Honorowego Obywatela Zamościa, jest dla miasta Zamościa i dla naszego kina ogromnym zaszczytem - powiedział Andrzej Bubeła, dyrektor kina "Stylowy", zapraszając wszystkich na seans.
Partnerem przy organizacji premiery filmu "Ostatnia akcja" będzie PGE Zamojska Korporacja Energetyczna S.A, fundator tablicy pamiątkowej Jana Machulskiego w zamojskiej Alei Sław.
* * *
"Ostatnia akcja" to warszawska komedia kryminalna z dopiskiem awanturnicza. Grupa byłych żołnierzy AK, uczestników Powstania warszawskiego zostaje skrzyknięta przez jednego ze swoich kolegów, aby upomnieć się o sprawiedliwość. Lokalny bonzo, nazywający siebie Mecenasem, wyręczający się swoimi mało lotnymi umysłowo "wspólnikami", miał to nieszczęście, że źle potraktował wnuczka jednego z kombatantów. Stara gwardia, pod przewodnictwem "Małolata", w tej roli nieodżałowany Jan Machulski, bierze sprawy w swoje ręce. A "choć szron na głowie i nie to zdrowie, to w sercu ciągle maj..."
Film Michała Rogalskiego miał być sprawną, ciepłą komedią wpisującą się gdzieś w klimat takich produkcji, jak "Żądło", "Ocean's eleven", a nawet nasz "Vabank". Zresztą producentem obrazu jest sam Juliusz Machulski. Patrząc na to z "boku" trudno mimo wszystko nie odnieść wrażenia, że do tych wielkich skądinąd przykładów "Ostatniej akcji" sporo jednak brakuje. Jest ona zgrabnie zrealizowana, chociaż widać, że projekt byłby atrakcyjniejszy gdyby miał właściwe dofinansowanie.
Niestety, nie wszyscy wielcy z kolei nestorzy naszej sceny i ekranu zdają się dobrze odnajdywać w zaproponowanych im rolach. Przede wszystkim Rogalski zastosował tu grubą kreskę, co sprawia, że aktorzy próbują być śmieszni zamiast grać swoje. Przerysowanie jest aż nadto odczuwalne, ale może tak właśnie miało być. Tak czy inaczej nie wygląda to najlepiej. W tej swojej pozie ekscentrycznego bossa naprawdę zabawny pozostaje jedynie Piotr Fronczewski, chociaż jego postać akurat za bardzo przypomina tę z "Superprodukcji". Natomiast reszcie nie zawsze rozmowa się "klei", no a na ekwilibrystyczne ekscesy wiek znowu nie pozwala. Jednym słowem to, co miało być największym atutem filmu zaraz po fabularnym pomyśle, nie do końca się tutaj sprawdziło.
A mimo wszystko za filmem tym idzie jakaś przyjemna nostalgia. Wspomnienie czasów, dziś dla wielu trudnych do wyobrażenia. Jest w tym też tęsknota za pewną "rasą" ludzi, jak nazywa siebie i swoich przyjaciół bohater Jana Machulskiego. Ludzi obdarzonych ułańską fantazją, ale też dobrze wiedzących, co jest słuszne a co nie i potrafiących o to walczyć.
Jest wreszcie miasto Warszawa, które jest po prostu ładne, z odciśniętą w nim historią. Ma to urok, może nie szyk serii "Ocean's..", ale ten nasz specyficzny, romantyczny charakter. Michał Rogalski bawi się kinem, sprawnie żonglując schematami. Nie jest przy tym natrętny i bezrefleksyjny. W tym swoim ukłonie w stronę kina, na którym wychowało się wielu, pozostaje uczciwy i szczery. Jego film niesie w sobie pozytywne wibracje, choć można by to było jeszcze bardziej podkręcić, a i finał mocniej skomplikować. Wyszło, jak wyszło, a w obliczu rodzimej rozrywki żurnalowej przynajmniej jest w tym i serce i głowa. Jest dobrze, chociaż jeszcze nie idealnie.
Recenzja za www.stopklatka.pl
 autor / źródło: Teresa Madej dodano: 2009-06-15 przeczytano: 14372 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|