|
"Generał" A.D. 2009: arcydzieło filmu i muzykiKlasyczne dzieło Bustera Keatona "Generał" z 1927 roku, oprawione muzyką Rafała Rozmusa z roku 2009, w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej im. Karola Namysłowskiego, przechodzi do historii kinematografii mistrzowskiego podkładania na żywo muzyki do obrazu. Geniuszu twórców obrazu i muzyki doświadczyła (16.08.) publiczność X Letniego Festiwalu Filmowego w Zamościu.
Zachwycającego Bustera Keatona, mistrza amerykańskiej komedii niemej, zna chyba każdy kinoman. Jego "Generała" - "komedię wszech czasów" zapewne także. Natomiast "Generał" z towarzyszącą mu na żywo muzyką symfoniczną 50-osobowej orkiestry to zupełnie inny wymiar kina, nie tylko komiczny, także wprost kosmiczny, to widowisko unikatowe. Żywa muzyka wynosi film ponad wszelkie możliwe wyobrażenie, rewelacyjnie wzbogacając walory filmu i zaspokajając najbardziej wysublimowane gusta odbiorców.
Organizatorzy Letniego Festiwalu Filmowego zaprosili widzów na obraz, w której tytułowym bohaterem jest... lokomotywa. Jednak tak naprawdę to Buster Keaton zagrał głównego bohatera i film wyreżyserował.
Fabułę oparto na autentycznych wydarzeniach z wojny secesyjnej. To swoisty rodzaj traktatu o kondycji człowieka, a zarazem - dzięki dbałości twórcy o szczegóły historyczne - jeden
z najciekawszych obrazów poświęconych amerykańskiej wojnie domowej. To piękna opowieść o bohaterskim Południowcu Johnnym Grayu, który zmagając się z przeciwnościami losu, natury i koszmarem wojny, rusza w pościg za jankeskimi żołnierzami, aby odebrać im skradziony parowóz "Generał" i porwaną ukochaną kobietę.
Gray (Buster Keaton), młody maszynista, nie zostaje przyjęty do armii konfederatów. Bardziej będzie użyteczny dla wojska na tyłach frontu niż na pierwszej linii. Taka decyzja biura rekrutacji drastycznie zmniejsza jego szanse na poślubienie ukochanej Annabelle (Marion Mack), córki pułkownika.
Traf chce, że zwiadowczy oddział jankesów uprowadza "Generała", a z nim i piękną Annabelle. Johnny rusza w samotny, nieco absurdalny pościg za porywaczami, odbija lokomotywę wraz z dziewczyną, a w drodze powrotnej przechwytuje jeszcze prawdziwego generała armii północnej. Unioniści jednak nie rezygnują z pościgu. Zaczyna się walka z czasem i z przeciwnościami losu. Wszystko zdaje się być przeciwko bohaterskiemu, zakochanemu maszyniście. I tu by się widz pomylił. To kultowa opowieść o samotnym bohaterze, który rzuca się w wir przygód i realizuje dzieło swojego życia.
Arcyzabawna fabuła, niesamowita ilość gagów, niewiarygodnych zdarzeń, niezwyczajna zręczność, pomysłowość i ogromna determinacja Południowca przynosi w finale, zdawałoby się nieudacznikowi, nie tylko szlify oficerskie, także odwzajemnione uczucie Annabelle.
"Generał" obdarzony został niebywałą siłą komediową. I choć mamy tu imponujący realizm rekwizytów, wierne tło historyczne, to fabuła zamiast wprowadzać nas w stan smutku
i powagi, adekwatny do dziejących się na ekranie zdarzeń, wywołuje zupełnie odwrotną reakcję. Powodów do śmiechu niezliczona ilość. To zasługa kreacji Bustera Keatona. Ten film to szczytowe jego osiągnięcie. Bohater nie dostrzega trudnej rzeczywistości, co wychwytuje widz i bawi się tą sytuacją znakomicie.
Keaton, mistrz gagu, przełożył tragiczną rzeczywistość wojny na akcję zbudowaną z możliwości jakie daje sprawne ciało w walce nie tylko z wrogiem, ale i z opanowaniem złośliwości maszynerii. Maszynista Johnny jest tak sugestywny w swoim działaniu, że od początku filmu sympatia widza jest po jego stronie. Co więcej, widz trzyma za niego kciuki i głęboko wierzy, że wygra swoją wojnę z jankesami, a opowieść zakończy się happy endem.
W ten sposób twórcy "Generała" oprócz realizmu zrekonstruowanej rzeczywistości wojny secesyjnej, opowiadają nieśmiertelną, uniwersalną historię skromnego człowieka walczącego o wolność i osobiste szczęście. Wielka historia, którą widzimy w tle nie daje powodów do żartów. Jednak na pierwszym planie jest człowiek, może niedoskonały, ale ogromem swej woli poraża, ponieważ zdolny jest do największych poświęceń.
W "Generale" Bustera Keatona z 1927 roku na pierwszy plan wysuwa się magia kina na równi z amerykańskim optymizmem. W "Generale" Bustera Keatona z muzyką Rafała Rozmusa z 2009 roku dochodzi dodatkowy atut, dopełniająca obraz kompozycja, którą od pierwszej klatki gra na żywo Orkiestra Symfoniczna im. K. Namysłowskiego. I to jak gra.
Gra "Namysłowiaków" pod batutą młodego, uzdolnionego Rafała Rozmusa ilustruje każdą scenę, każdy kadr, przez całe 70 minut. W ten sposób kreuje się superprodukcja. Fenomen oszczędnych środków wyrazu Bustera Keatona kontrastuje z niezwykłą barwnością dźwięków granych przez orkiestrę, dając w rezultacie udany romans - obrazu i muzyki. Tempo wydobywanych dźwięków z ponad pięćdziesięciu instrumentów perfekcyjnie dostosowane jest do tempa narracji, choć metrum zmienia się prawie błyskawicznie. Na twarzach muzyków pełna koncentracja. Gra idzie o dużą stawkę. Widz musi przeżyć film, film musi pozostać w nim całym swoim bogactwem - obrazu i dźwięku.
Prymitywny czar niemej komedii genialnie wzbogaciła najpiękniejsza muzyka jaka mogła być skomponowana i zagrana do tego obrazu. I nie mam wątpliwości, że Ameryka upomni się o Rafała Rozmusa, a wraz z nim o Orkiestrę Symfoniczną im. Karola Namysłowskiego. Tego sobotniego wieczoru było kilku bohaterów, nie tylko "Generał", i żaden z nich nie zawiódł zamojskiej publiczności. Takie rzeczy, to tylko w kinie, choć ... "w starym kinie nikt już nie gra dzisiaj na pianinie..." - śpiewał przed laty nestor polskiej piosenki Mieczysław Fogg, co niewątpliwie wielu z nas z nostalgią wspomina. Gra za to Orkiestra Symfoniczna im. Karola Namysłowskiego pod batutą Rafała Rozmusa, który wielkim uczuciem obdarzył zarówno filmy jak i muzykę do filmów Keatona.
* * *
Już na bis mogliśmy usłyszeć w mistrzowskim wykonaniu "odtrąbienie" zasłużonego zwycięstwa. Za niezwykłą nić komunikacji - kompozytor i dyrygent Rafał Rozmus podziękował muzykom. - Jesteście Państwo cudowni. Warto do Zamościa przyjechać i pracować z tak doskonałą Orkiestrą. Dziękuję za pomoc w wykonaniu "Generała".
I już na koniec konkluzja - arcydzieło sztuki filmowej otrzymało muzykę godną jego pozycji. To wydarzenie wyjątkowe, z najwyższej półki. Takie rzeczy to tylko w Zamościu!
autor / źródło: Teresa Madej fot. Wojciech Czerwieniec dodano: 2009-08-19 przeczytano: 17082 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|