|
Szalona Lokomotywa na zamojskim rynkuSzanowni Zamościanie, w dobie pozbawiania nas kolejowej łączności ze światem, 11 września 2010, po wieloletniej nieobecności na estradach polskich, na piękny Zamojski Rynek wjechała.......... "Szalona Lokomotywa" / muzyka- Jan Kanty Pawluśkiewicz i Marek Grechuta; teksty- Stanisław Ignacy Witkiewicz /.
Musical nieco już zapomniany, nie wykonywany od wielu lat, za sprawą inwencji artystycznej szefa Zamojskiej Orkiestry, Tadeusza Wicherka, powrócił na estradę w rodzinnym mieście Grechuty. Jestem pod wrażeniem tego pomysłu i jego realizacji, choć w pierwszej chwili, ogarnęło mnie uczucie zwątpienia w powodzenie tego przedsięwzięcia. Znam bowiem tę kompozycję, jako wykonawczyni jednej z partii zespołowych. Przed wielu laty wykonywałam ją z zespołem Anava podczas recitali Marka /fragmentarycznie, nigdy nie uczestniczyłam w całym przedstawieniu/ i powiem krótko: ta kompozycja nie należy do łatwych. Miałam mieszane uczucia i wrażenie, że Szalona Lokomotywa rozpisana na orkiestrę symfoniczną, pozbawiona scenografii, potraktowana z konieczności fragmentarycznie, a w dodatku wykonywana przez kogoś innego, niż ten wyjątkowy artysta, dla którego powstała, nie ma szans się spodobać.
Kto pamięta, ten wie, że Szalona Lokomotywa, obok Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa, była kultowym przedstawieniem Krakowskiego Teatru Stu. W ośrodku uniwersyteckim, jakim jest Kraków, przez kilka lat biła rekordy oglądalności. Kluczem do tego sukcesu, moim zdaniem, była gwiazda spektaklu. Grechuta w swoim diabelskim białym fraku robił piorunujące wrażenie na widzach. Łączył charyzmę estradową z dużymi zdolnościami aktorskimi. W zdumiewający sposób oszczędność środków, które przy tym stosował, przekładała się na celność przekazu tekstów Witkacego. Intrygował słuchaczy. Pobudzał ich własną emocjonalność i wciągał w akcję przedstawienia.
Trzeba podkreślić, że zamojskiej, niełatwej formule koncertu łączącej piosenki Marka z fragmentami Szalonej Lokomotywy, nie sprzyjały też : warunki pleneru i fatalna pogoda. Nieznośny chłód, ku mojemu zaskoczeniu nie odbił się na frekwencji tej interesującej imprezy - publiczność dopisała i bawiła się bardzo dobrze. Ja też wróciłam z koncertu zadowolona.
Powstrzymam się od osobistych ocen. Jestem przekonana, że jury konkursu wytypowało do sobotniego koncertu najbardziej utalentowanych młodych wykonawców. Że wykonania były bardzo atrakcyjne dla zgromadzonej na rynku publiczności. Nie odniosę się w żaden sposób do kreacji młodych artystów, bo jestem do dzisiaj wielką fanką Marka. Bo po wykonywaniu u jego boku setek razy piosenek takich jak "Motorek", czy " Hop szklanka piwa", po prostu nie umiem dokonać obiektywnej oceny innych wykonań. Porównanie do oryginału, jakim był Marek Grechuta, jest naprawdę bardzo trudne. Jakie więc były moje wrażenia z tego wieczoru? Bardzo dobre.
Byłoby fatalnie, gdyby na estradę wyszło "kilka kopii" Marka Grechuty. Tymczasem wykonania, które usłyszałam, nie przywołały wspomnień. Młodzi wykonawcy przedstawili własne koncepcje zapożyczonych od Grechuty piosenek, co z całą pewnością należy zaliczyć im na plus. Choć schrypnięty, charakterystyczny głos Marcina Różyckiego nie kojarzył mi się z wykonaniem, które znam i pamiętam, uszczęśliwiona usłyszałam na początku koncertu swoją ulubioną piosenkę: "Nie dokazuj"........
Wbrew moim obawom instrumentacja orkiestrowa Zbigniewa Małkowicza okazała się bardzo zręczna. Czy to właśnie za jej sprawą, czy za sprawą doświadczenia Namysłowiaków w grze skocznej muzyki ludowej., " Szalona..." nie zatraciła swojego szalonego powera. Ten duży zespół orkiestrowy gnał przez partyturę niestrudzenie i bardzo sprawnie, odmalowując przed oczyma słuchaczy "różne odmiany szaleństwa". Czyli tak, jak być powinno. Decydujące znaczenie miała tu oczywiście wprawna i doświadczona ręka dyrygenta.
Duże brawa dla Piotra Stopy za realizację partii fortepianu. Najważniejszej w partyturze, obok współpracującej z pianistą perkusji. Warto nadmienić, że partia fortepianu w szalonej lokomotywie wymaga od pianisty wielu umiejętności. Dużej sprawności technicznej, podzielności uwagi i perfekcyjnego wręcz wyczucia pulsu. Fortepian podparty dobrą perkusją, nadaje Szalonej Lokomotywie odpowiednio "szalony charakter". Udawało się to znakomicie w Anava Wojtkowi Węglińskiemu. Swoim kreacjom pianistycznym w Szalonej Lokomotywie nasz zespołowy kolega zawdzięcza dzisiaj swoje miejsce w historii muzyki rozrywkowej. Bardzo dobrze, w konfrontacji z tym trudnym tekstem fortepianu, wypadł wczoraj Piotr Stopa.
Lubię też dyskretny typ prowadzenia koncertu, w którym prowadzący wypełnia czas przeznaczony dla konferansjera niezbędnymi dla słuchacza informacjami, a nie...... sobą. Dlatego, nie czepiając się drobiazgów, prowadzenie Lecha Nowickiego przypadło mi do gustu.
Kompletnym niewypałem dla mnie było elektryczne brzmienie piosenki "Niepewność". Występ zespołu Plateau zupełnie mnie zaskoczył swoim brzmieniem i aranżacją piosenek Marka, ale za to szturmem zdobył sympatię publiczności. Jako artysta, muszę uznać ich sukces wykonawczy.............. ponad moimi uprzedzeniami.
Można by o tym interesującym i ambitnym tematycznie koncercie jeszcze wiele napisać. Można by pisać o ambicjach i staraniach organizatorów tego niezwykłego festiwalu. a na koniec przeciwstawić wyniki ich pracy bezdusznym i beztroskim postępkom urzędników, którzy zaprzepaścili szanse zamojskiego zespołu orkiestrowego i ich szefa na godne warunki pracy.
autor / źródło: Bożena Gałczyńska-Szurek fot. Renata Bajak dodano: 2010-09-12 przeczytano: 14419 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|