|
Sposób na odkrywanie świata - rozmowa z Krzysztofem ZanussimZ prof. Krzysztofem Zanussim, wybitnym reżyserem, scenarzystą i producentem rozmawiam na kilka minut przed projekcją spektaklu teatralnego "Głosy wewnętrzne" podczas XV edycji "Sacrofilmu", odbywającej się w Centrum Kultury Filmowej "Stylowy" (4.10.).
- Czy mógłby pan profesor dokonać oceny piętnastej już edycji MPFR "Sacrofilmu"?
prof. Krzysztof Zanussi - Ja myślę, że to piękna inicjatywa, szalenie autentyczna, taka naprawdę wyrastająca oddolnie. Tu nie ma żadnej decyzji odgórnej, tu nikt nic z góry nie postanowił. Tu jeden waleczny ksiądz Mokrzycki z jednym walecznym dyrektorem kina postanowili robić coś, co przeczy całej modzie, tendencji, temu, czym wszyscy się dziś emocjonują. Jest w kulturze ogromne zapotrzebowanie, jest ogromna moda na to, co pokazuje tzw. "rozwałkę", że żyć przyzwoicie się nie da, że szczęście jest niemożliwe, to tylko zakłamanie, że tylko właściwie życie jest pasem obrzydliwości i nieszczęścia. Na tym tle festiwal, który próbuje szukać kina o wartościach duchowych. I to nie jest kino dydaktyczne, to nie przypomina niezbyt dla mnie miłego festiwalu w Niepokalanowie, gdzie właśnie jest tak słodko i konfesyjnie. Tutaj ks. Mokrzycki naprawdę ma odwagę sprowadzać filmy o rozterce religijnej, o rozterce duchowej o rozterce nad życiem i zbierać je z różnych kultur. On jest nadzwyczajnie otwarty. Tu jest islam, buddyzm i chrześcijaństwo. I jest na to jakiś widz, może nieliczny, ale jest to widz inteligencki, co nobilituje Zamość, czyni z niego miasto myślące, miasto publiczności wielkomiejskiej, inteligenckiej, wymagającej, a nie prowincjonalną dziurę. To wszystko są tak ważne elementy, że ja męczę się w tych nieznośnych podróżach, bo naprawdę Zamość jest na końcu świata, to jest okropne nieszczęście, że tu nie dochodzi normalny, szybki pociąg, że tu nie ma normalnej szosy i trzeba się wlec godzinami żeby się tu na chwilę pokazać. To miasto wymaga ofiary, ale ona jest czegoś warta, bo tu jest ktoś, kto na mnie czeka i ja to czuję, że nie przyjeżdżam w próżnię, że to nie jest pokazówka. Ten "Sacrofilm" jest o czymś, tu naprawdę przychodzą widzowie oglądać, dlatego warto się przemęczyć by z wami pobyć.
- Nikt tego nie zagwarantuje, ale czy jest szansa, że to będzie nas zmieniać?
Prof. Krzysztof Zanussi - Myślę, że człowiek uczestnicząc w tym wszystkim co zowią kulturą troszkę wyższą i wymagającą otrzymuje status inteligenta i status przynależności do elity. Elita się takimi rzeczami interesuje, a masówka ogląda te wszystkie seriale i trzywymiarowe bajeczki, które są zabawne, nikomu nie wypominam, ale bez przesady, aby to na naszą kulturę oddziaływało głęboko.
- Czy my, widzowie potrafimy to dobrze odczytać? Postawy bohaterów i ich wybory?
Prof. Krzysztof Zanussi - Oczywiście, dlatego, że to jest wybierane pod kątem opowieści o tych, co szukają i ci co szukają, wiedzą, że coś jest do znalezienia. Bo ktoś, kto nie wie, że można coś znaleźć, nie szuka. W tym jest już otwarcie i nie ma obawy, że coś jest niepedagogiczne, że coś może zgorszyć. To jest niemądre, dziewiętnastowieczne myślenie o "maluczkich". "Maluczkich" już dawno nie ma na tym świecie, wszyscy jesteśmy dorośli, świat dorósł po prostu. I nie wolno go traktować jak grupy dzieci. Dzisiaj Kościół bardzo nad tym pracuje i bardzo musi z tym walczyć, że traktowanie "maluczkich" należy już do przeszłości, ludzie nie mają cierpliwości, ani zgody na to, żeby byli traktowani jak dzieci. Na ten festiwal przychodzi widz dorosły, nawet jeśli jest trochę młodzieży na sali, ale oni będą potraktowani jak dorośli, ludzie, którym się coś proponuje, co wymaga zastanowienia, co nie daje gotowej odpowiedzi, nie jest już przetworzoną "papką", tylko jest jakimś odkrywaniem świata.
- Czy jednak potrafimy wpłynąć na tych decydentów, żeby zmieniać ten świat, żeby choć trochę był lepszy?
Prof. Krzysztof Zanussi - Myślę, że jeżeli tylko nie tracimy wiary, to zawsze wpływamy na innych, tylko żeby wiary nie stracić. A iluż ludzi straciło wiarę i "skapcaniało", iluż ludzi nagle pogodziło się już ze wszystkim, iluż ludzi żyje takim beznadziejnym życiem. Już każdy impuls, który z tej beznadziejności wyrywa jest dobrym impulsem, i ten festiwal jest dobrym impulsem.
* * *
Do głowy przychodzą kolejne myśli, wątpliwości i pytania. Nie można jednak oczekiwać, że Krzysztof Zanussi, niczym czarodziejska wróżka przygotuje nam receptę na piękne życie i rozwiązanie wszystkich problemów tego świata. Gdyby tylko było to możliwe, o ileż piękniejszy byłby świat. "Sacrofilm" także nie jest czarodziejską różdżką, nie zdziała cudów, nie mniej jednak, niesie w sobie ogromne wartości, takie, które trudno opowiedzieć, je po prostu trzeba oglądać i potem się nad tym zastanowić i być może uda się nam trochę zmienić siebie, a może nawet świat...
Póki co, reżyser oddał się z zapamiętaniem niezwykłej czynności i bardzo sprawnie wypisywał na widokówce pozdrowienia z Zamościa do swojej małżonki Elżbiety. W tym roku to już sto dwudziesta siódma pocztówka. Pan Krzysztof z wielką starannością odnotował kolejny numer widokówki w kalendarzyku. Zapytany, czy robi tak z każdej podróży - odpowiedział twierdząco i dodał: - Kiedyś posyłałem mojej matce, potem matce i żonie, teraz już tylko żonie Elżbiecie, z którą zobaczę się jeszcze tego wieczoru. I dodał, że rekord to prawie dwieście kartek do żony w ciągu jednego roku.
Pomyślałam, jakie to niesamowite. A kiedy opowiedziałam to młodej, dwudziestosiedmioletniej córce koleżanki, zachwyciła się tym zdarzeniem i stwierdziła: To musi być wielka miłość! autor / źródło: Teresa Madej dodano: 2010-10-10 przeczytano: 16155 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|