|
Marek Grechuta i "Chwile, których nie znamy"Marty Sztokfisz "Chwile, których nie znamy. Opowieść o Marku Grechucie" - to śmiała i udana próba odkłamywania mitów. To zajmująca biografia urodzonego w Zamościu, zmarłego przed siedmiu laty, Marka Grechuty. Książka, która ukazała się jesienią, jest kopalnią wiedzy o artyście, którego tak naprawdę nie znaliśmy.
Jak mówi w wypowiedziach Marta Sztokfisz - w swojej książce odkłamuje wiele nieprawdziwych legend, a jednocześnie nie robi Markowi krzywdy. Odnosi się do jego życia i twórczości z wielką czułością i uwagą, do życia, które było naznaczone cierpieniem.
Poznanie życia sławnego zamościanina nie było prostą sprawą, bo Marek Grechuta był w zasadzie odludkiem i chodził własnymi drogami. Żmudna ponad półroczna dokumentacyjna praca przyniosła efekty w postaci portretu wyjątkowego artysty na tle epoki, która go ukształtowała. Czytelnik znajdzie też zapis miejsc i ludzi, którzy współdecydowali o jego losie.
Zdobyte informacje Marta Sztokfisz ubrała w ciekawą literacką formę. Jak mówi pisarka - z życia Marka Grechuty interesowało ją wszystko: kim byli jego dziadkowie, rodzice, i dlaczego się rozwiedli, jak Marek przeżył rozwód, który był dla niego traumą. Pisarka odkrywa wiele skrywanych faktów z życia Marka Grechuty, wrażliwego artysty nie z tego świata.
Pracując nad książką "Chwile, których nie znamy" autorka dotarła do wielu ciekawych rozmówców. Niektórzy jednak odmówili wypowiedzi o Grechucie. Nieocenionym rozmówcą był Wojciech Wiszniowski, kuzyn Marka, który - zdaniem pisarki - bardzo przysłużył się tej książce, ponieważ opowiedział o czasach, kiedy Marek był małym chłopcem, kiedy dorastał - ponieważ spędzali razem wolny czas, a starszy Wojtek był mentorem młodszego Marka. Potem zachwycał się jego muzycznymi zdolnościami i karierą, jaką robił pieśniarz. O czasach zamojskich opowiada w książce Jerzy Słupecki, kolega ze szkoły. Wyjątek dla Marty Sztokfisz robi także Halina Marmurowska-Michałowska, słynna H. i opowiada o ich miłości rozstaniu.
Przez wiele lat przewijała się plotka, że Marek był alkoholikiem. Z książki dowiadujemy się, że Marek alkoholikiem nie był, on nie mógł pić, ponieważ był leczony na chorobę psychiczną (kiedyś zwaną cyklofrenią, dziś afektywna choroba dwubiegunowa). Brał silne leki i nie mógł pić alkoholu. Mówi się, że to rozstanie uaktywniło chorobę psychiczną. Marek Grechuta obawiał się także o swoją karierę, chociaż jej początek przypomina bajkę. Był uzależniony od występów, aplauzu i podziwu. Bez tego nie wyobrażał sobie życia.
Pisarka rozmawiała także z bliskimi artyście artystami, z którymi współpracował przez lata: Krystyną Jandą, Korą Jackowską, Jerzym Stuhrem, Tadeuszem Woźniakiem, Stanem Borysem i Zbigniewem Wodeckim, który widział w Grechucie "smutnego człowieka". Grechuta miał odwagę pójść za marzeniami. Czy jednak nie przerosły one chłopaka z prowincji?
Nas zamościan od zawsze intryguje dlaczego Marek Grechuta zapomniał o Zamościu? Marta Sztokfisz przypuszcza, że zakochał się w Krakowie. Kiedy dostał się na studia, zobaczył jak wielkie perspektywy daje mu to miasto, jakie jest piękne, jacy ludzie występują w "Piwnicy pod Baranami" i w innych klubach. Był pod wielkim wrażeniem wszystkich "piwniczan", a przed wszystkim Piotra Skrzyneckiego i występującej tam Ewy Demarczyk. To ona pomogła mu w karierze wpływając na jury Festiwalu Piosenki Studenckiej, na którym Marek Grechuta zdobył II nagrodę. Kiedy zaprezentowali się laureaci, a wśród nich Marek Grechuta - pół Polski się w nim zakochało.
Drugim powodem może być fakt, że Marek Grechuta przeżył w Zamościu pierwszą wielką miłość, ale został odtrącony. Do odtrącenia "blond włosy cherubinek" nie był przyzwyczajony, wszyscy go uwielbiali. Wszystkie kobiety w domu - matka, ciotka, babka były na jego usługi. A potem kochały się w nim dziewczyny z liceum żeńskiego, przylegającego do Pierwszego Liceum Ogólnokształcącego Męskiego im. Jana Zamoyskiego, do którego uczęszczał i podczas przerw przychodziły aby na popatrzeć na tego pięknego, jasnowłosego chłopca.
Marta Sztokfisz podaje jeszcze trzeci powód oddalenia Marka od Zamościa - mama, która przez nową rodzinę Marka nie była specjalnie lubiana, o czym świadczy bardzo smutny fakt. Ta ukochana niegdyś matka, osoba która poświęciła się dla niego, która ze skromnej pensji/emerytury wysyłała mu pieniądze i kupowała ubrania - nie została zaproszona na jego ślub. Marek Grechuta na swój ślub nie zaprosił również swojej siostry Anny.
Biografia Marka Grechuty autorstwa Marty Sztokfisz to książka zrodzona z międzypokoleniowej fascynacji, poświęcona nie tylko samemu artyście, ale też jego ponadczasowej twórczości, która do dziś łączy odbiorców w każdym wieku. Grechuta malował szarobure, socjalistyczne życie kolorami liryzmu i łagodności. Żartował, wzruszał, dawał nadzieję - pisze autorka.
Pisarka przybliża postać wyjątkowego artysty w realiach epoki, także Zamościa. Przywołuje obraz naszego miasta z lat narodzin Marka Grechuty, jego powrotu z matką do Zamościa po rozstaniu z jego ojcem i jego czasów licealnych. Cytuje fragmenty jego listów do rodziny pisane w krakowskim akademiku. Dumę Zamościa, najlepszego ucznia, recytatora, lidera zespołu "Rudo-Gniadzi" w męskim liceum uwiódł Kraków, a potem estrada i sława. Potrafił nas oczarować, dać chwile szczęścia, których nie zawsze doświadczał.
Czy sukces przyniósł szczęście nad wyraz wrażliwemu Markowi? Z czym się zmagał, za czym tęsknił i czego oczekiwał od życia? Jaki był jego świat? Na wiele z tych pytań można znaleźć odpowiedź w książce "Chwile, których nie znamy". Jaki naprawdę był Marek Grechuta, który jak natchniony czarował publiczność swoimi piosenkami - tego zapewne nie wie nikt. Ale przecież - "Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...". Jedyny taki bard "zatrzymał ulotny świat i zrobił z tego potęgę".
Marta Sztokfisz "Chwile, których nie znamy. Opowieść o Marku Grechucie". Wydawnictwo W.A.B. s. 300, 2013. Książkę poleca Księgarnia im. B. Leśmiana w Zamościu.autor / źródło: Teresa Madej dodano: 2013-11-29 przeczytano: 18095 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|